Doradztwo wizerunkowe

22 lipca 2013, Barbara Kohlbrenner

moda, moda…

Cytując w uproszczeniu słowa Marca Jacobsa ” Nie ma ZŁEJ MODY. Nastała era indywidualizmu. Myślenie o modzie w kontekście trendów to przeżytek. Możesz mieć taki styl, jaki tylko chcesz”. Prawda?

To jest nieco podobnie jak w odniesieniu do mody względem wieku. Wiadomo pewne rzeczy już po prostu nie przystoją po ukończeniu 30, 40…, ale generalnie to jest bardziej zależne od figury, wykonywanego zawodu, osobowości.  Nie zgadzam się, że kobiety jak to się określa ” dojrzałe” powinny być zaszeregowane jednakowo, że czegoś im tam nie wypada. Przecież jesteśmy tak różne. Co więcej, uważam, że wiek świadczy na naszą korzyść. Jesteśmy pewniejsze siebie, wiemy co nam sprzyja, w czym jesteśmy dobre i w czym czujemy się komfortowo. Często Kobiety w wieku dojrzałym, czyli po 40-stce poznają swój styl i nie podążają ślepo za modą, jak nastolatki, którym wszytko uchodzi. Częstym błędem jest jednak myślenie, że jak wygląda na drogie i ” markowe” to będzie stylowe, i że jak będzie widać dobre logo to będzie się świetnie ubranym. Nic bardziej mylnego. Cały szkopuł tkwi w szczegółach i w wyczuciu. Tak więc nie bójmy się wybierać z sieciówek pasujących, ciekawych ubrań. Byleby tylko leżały na naszych figurach bez zarzutu. Na rzeczach ponadczasowych nie oszczędzajmy ( choć tu i tak polecam wyprzedaże, zwłaszcza za granicą). Dobrze skrojony płaszcz, marynarka, wygodne szpilki, świetnej jakości, wygodna torebka to rzeczy, które posłużą nam przez lata.

Ponad wszystko jednak, niezależnie od ubrania, zacznijmy od dbania o swoje zdrowie, a co za tym idzie o figurę. Każdy ciuch o wiele lepiej wygląda, gdy ciało jest rześkie i wysportowane. I nie mam tu na myśli bynajmniej sylwetek w  tzw.rozmiarze „0”. I nie mówmy już więcej od jutra zacznę…., bo zawsze jest czas aby zacząć, małymi kroczkami, to daje najlepsze rezultaty. I nie zazdrośćmy innym… gdybym był/była na Twoim miejscu…., to też bym ….. Wszystko zależy od nas. I zawsze jest czas na zmiany.

Miłej nocy:-)

IMG_9687c

22 czerwca 2013, Barbara Kohlbrenner

Po co mi ten blog?

Chcę się z Wami dzielić moimi obserwacjami na tematy modowe i nie tylko.  Pokażę co mnie inspiruje, zachwyca, zaraża dobrą energią. Ma być przede wszystkim pozytywnie, ale bez słodzenia. To najważniejsze, choć może nie zawsze będzie tak cudnie.Może pojawią się opinie na zagadnienia, które budzą kontrowersje…

Skąd właściwie moje zainteresowanie tematem modowym, wizerunkowym?

Pamiętam jako mała dziewczynka dreptając  co rano grzecznie z Mamą do przedszkola uwielbiałam patrzeć na jej piękne,  stukające buty. I nie mogłam się wówczas doczekać kiedy i ja takie będę mogła nosić.

Teraz sobie uświadamiam, że już wtedy moja Mama zaszczepiła we mnie zupełnie nieświadomie wrażliwość na elegancję. To były dawne czasy kiedy w sklepach nie było zupełnie nic, ale Mama  była wówczas dla mnie uosobieniem szyku i dobrego stylu. Z racji swojej kierowniczej funkcji jej ubiór był zawsze nienaganny. Klasyczna biżuteria, czerwona szminka, zawsze zadbane paznokcie, mimo wielu prac domowych. Pamiętam piękne sukienki, idealnie podkreślające sylwetkę. Niezwykłe materiały, świetne fasony eksponujące zgrabne nogi i ładny dekolt. Za tym majstersztykiem stała pewna zaprzyjaźniona krawcowa, pieszczotliwie oraz z racji swej figury zwana Żabcią:) To było naprawdę kreatywne i ponadczasowe. Zresztą taką cudną, imprezową sukienkę skradłam Mamie, przerobiłam i przetańczyłam w niej niejedną imprezę. Fason bardzo prosty, ale materiał robił swoje, nie trzeba było żadnych dodatków. Klasa sama w sobie.
zdj.-nr-1

Czyżbym tłumaczyła Mamie coś na temat naszych kreacji?:)

zdj.-nr-2

Grzeczna i skromna dziewczynka to ja:)

Potem przyszły czasy szkolne. Podstawówka – chyba najbardziej kreatywna. Garnki zafarbowane od barwników. Tak też powstawały kolorowe bluzki, sukienki, spódnice. Podstawowym, niezwykle podatnym i uniwersalnym, a przede wszystkim tanim i ogólnie dostępnym materiałem była tetra:)

Czasy liceum to już nieustająca wymiana ciuchów z koleżankami. Pamiętam wtedy królował dekatyzowany jeans z Turcji – ohyda! Wszyscy nosili te same marmurkowe spodnie i kurtki.

Ja oczywiście:) zawsze chciałam wyglądać inaczej i z klasą. Muszę się więc przyznać, że za pieniądze zaoszczędzone na szkolnych obiadach, pewnego dnia wybrałam się na dalekie wagary i wreszcie kupiłam w Peweksie wymarzoną, oryginalną, kurtkę z ciemnego jeansu. Nosiłam ją wówczas dzielnie nawet w -20°C stopniowe mrozy. Taka byłam dumna i modna:)

Pamiętam też sklep Hoffland w Warszawie i Modę Polską – choć ten drugi był wówczas dla mnie za drogi i zbyt poważy. Jeździłam więc po modowe inspiracje z małego miasteczka do stolicy, Łodzi, Krakowa. Pamiętam, jako dziecko, wydawało mi się, że wszystkie kobiety w Warszawie wyglądają na co dzień jak Krystyna Loska. Jakie więc było moje rozczarowanie, a zarazem i radość, że jednak nie wszystko wygląda tak nieskazitelnie jak w telewizji. Kobiety z małych miast też potrafią wyglądać pięknie i modnie, chociaż z reguły zdecydowanie zbyt rzadko, bo raczej od święta.

zdj.-nr-3-a

Zawsze umiałam się bawić modą i traktowałam ją z przymrużeniem oka:)